Mija 79. rocznica śmierci gen. Karola Świerczewskiego „Waltera” (1897–1947), który zginął 28 marca 1947 roku pod Jabłonkami w potyczce z oddziałem UPA. Postaci tej nie trzeba przedstawiać miłośnikom historii Bieszczadów. Dość powiedzieć, że został wykreowany przez propagandę minionego okresu na świeckiego świętego polskiego komunizmu oraz filar panteonu bohaterów Polski Ludowej. Bieszczady zaś przed 1989 rokiem były niekwestionowanym sanktuarium jego pamięci. Warto dodać, że im więcej lat mija od śmierci generała, tym więcej rodzi się niestworzonych opowieści na temat okoliczności jego śmierci.
O Świerczewskim napisano bardzo wiele – zachęcamy do zapoznawania się z bogatą literaturą na ten temat. Propagandowa wizja „Waltera” jako bohatera i wybitnego żołnierza legła w gruzach. Podobnie zniknął z Jabłonek jego monument – aż cisną się na usta słowa z wiersza Władysława Broniewskiego – „pomniki zburzą potomni…”. Nie wdając się w dyskusje na temat usuwania pomników z okresu PRL, w tym miejscu chcielibyśmy przytoczyć jedynie kilka fragmentów ze wspomnień gen. Zygmunta Berlinga (1896–1980). Odnaleźć tam można bardzo dosadne stwierdzenia o Świerczewskim. Berling wprost pisze o „zapijaczonej mózgownicy” generała Waltera czy jego oczach „jak zwykle nieco w oliwie”. Nie polemizując z obrońcami Świerczewskiego warto oddać głos świadkowi epoki.
„ (…) mamy tu do czynienia z wyraźnym przypadkiem nałogowego i nieuleczalnego w warunkach obozowych alkoholizmu. Świerczewski przebywa w obozie od dziesięciu dni i ani razu nie widziałem go trzeźwego.” – tak charakteryzował swoje problem z gen. Świerczewskim w rozmowie z Georgijem Żukowem generał Berling. [Z. Berling, Wspomnienia, t. 2., Przeciw 17 Republice, Warszawa 1991, s. 274.]
Berling przytacza również wypowiedzi Mieczysława Mietkowskiego (1903–1990), późniejszego wiceministra bezpieczeństwa publicznego w czasach stalinowskich, który znał Świerczewskiego jeszcze z okresu wojny domowej w Hiszpanii. Mietkowski miał być największym orędownikiem sprowadzenia Świerczewskiego do Sielc:
„- Mietkowski rozłożył ręce. Twierdził, że nigdy przez myśl mu nie przeszło, by Świerczewski mógł się do tego stopnia zmienić. Nigdy nie pił nałogowo i to, co się z nim teraz stało, jest całkowitym zaskoczeniem dla wszystkich „hiszpańskich” towarzyszy. Gorzej, że nie widać możliwości poprawy. Świerczewski podobno nie reaguje na uwagi i tłumaczenia. Rozpoczyna podobno dzień od szklanki wódki na czczo. Kładzie się spać z butelką pod poduszką.” [Z. Berling, Wspomnienia, t. 2., s. 274.]
Gen. Berling niedługo po przybyciu Świerczewskiego do Sielc nad Oką został wezwany przez Stalina, który zagadnął Berlinga m.in. o generała Waltera:
„- A jak tam Świerczewski? Wziął się już do pracy?
Krótka chwila wahania z mej strony. Przez głowę przelatywały tłumnie myśli… Wszystkie naraz. Rozumiałem, że oto nadarza się szalona okazja, by się pozbyć tego bezużytecznego ludzkiego wraka. Przecież pozbawiony kontroli – na co teraz się zanosi – może narobić nieprawdopodobnych szkód. I po co nam ten żałosny pijaczyna? Pokusa była ogromna. Ale pamiętałem o skórze Żukowa. Bardzo potrzebnego i już dla nas zasłużonego, i rzeczywiście pożytecznego człowieka. Wystraszyłem się samej myśli. Nie! Nie powiem. Niech się wykończy sam. A wcześniej czy później to go czeka.”[Z. Berling, Wspomnienia, t. 2., s. 279.]
W trzecim tomie wspomnień Berlinga czytamy: „Świerczewski znany był jako nałogowy pijak, za co w swoim czasie został przesunięty z Moskwy do Nowosybirska, i tylko dzięki zasługom z Hiszpanii nie zwolniono go z wojska. Żukow, ulegając usilnym prośbom „Hiszpanów”, poparł mój wniosek i swoimi argumentami nakłonił Stalina do wyrażenia zgody





