Zabór austriacki stanowił zaplecze dla trwających w Kongresówce walk. Tutaj organizowano oddziały powstańcze złożone z galicyjskich ochotników. Tu znajdowali pomoc ranni oraz popowstaniowi uciekinierzy. Wśród osób zaangażowanych w walkę oraz wspierających powstanie nie brakowało mieszkańców Bieszczadów.
Dwory
Większość ochotników do powstania pochodziła z mniej lub bardziej zamożnych rodzin ziemiańskich. Niejeden dwór w Bieszczadach był miejscem pomocy i rekonwalescencji dla rannych powstańców. W sytuacji, gdy tak niewiele dawnych siedzib ziemiańskich przetrwało do naszych czasów, warto pamiętać o tym, że to właśnie szlachta i ziemianie byli głównymi uczestnikami zrywów powstańczych w XIX w. Maciej Augustyn, w artykule opublikowanym przed dwudziestu laty w „Bieszczadzie” zebrał informacje o kilkudziesięciu ochotnikach, osobach zaangażowanych w pomoc powstańcom oraz popowstaniowych emigrantach osiadłych w naszym regionie.
W pomoc dla powstania styczniowego w Bieszczadach zaangażowani byli m.in. Ksawery i Aleksandra Konarscy z Chrewtu, Apolinary Choroszczakowski z Ustjanowej Dolnej, Emil i Maria Leszczyńscy z Łobozewa, Niesiołowscy z Sokolego i Lenkiewiczowie z Teleśnicy Oszwarowej górnej. Wsparcie dla insurgentów organizował również Edmund Krasicki, właściciel dóbr leskich i weteran powstania listopadowego. Wielu przedstawicieli tych spokrewnionych ze sobą bieszczadzkich rodzin ziemiańskich przekroczyła granicę z zaborem austriackim żeby wziąć bezpośredni udział w walce.
Nie wszystkim ochotnikom udało się powrócić w rodzinne strony. Spośród mieszkańców Bieszczadów polegli w powstaniu m.in. Napoleon Dybowski – syn właściciela majątku Sokolikach Górskich, Władysław Niesiołowski z Sokolego i Ksawery Romer, którego ojciec był zarządcą dóbr Rajskie.
Klaudynki
Oprócz osób zaangażowanych bezpośrednio w walkę, bardzo ważne było stworzenie zaplecza logistycznego i materialnego dla zrywu zbrojnego. W całej Galicji, w działaniach wspierających powstanie bardzo aktywne były organizacje kobiece. W naszym regionie prym wiodło Stowarzyszenie Klaudynek, które zostało upoważnione przez Rząd Narodowy do prowadzenia zbiórek pieniężnych oraz organizacji szpitali. Członkiniami tej organizacji były m.in. siostry Terleckie ze Skorodnego i Franciszka Koniecka z Procisnego.
W wydanych przez Maksymiliana Jatowta (ok.1823–1895) fragmentach pamiętnika Celiny Dominikowskiej przeczytać można o udziale bieszczadzkich ziemian w nabożeństwach ku czci poległych powstańców oraz pomocy okazywanej ochotnikom i rannym. Celina z Orelca zwracała jednak na małe zaangażowanie mieszkańców Sanockiego w porównaniu z ofiarnością szlachty przemyskiej. Bywało, że uniesienia patriotyczne wykorzystywali hochsztaplerzy. W Orelcu u Dominikowskich zjawił się rzekomy powstaniec, który okazał się kryminalistą z Krakowa. Pamiętnikarka podsumowała tę sytuację słowami: „…podobne zdarzenia należą do obecnych czasów. Najnikczemniejsi pod płaszczykiem najszlachetniejszych uczuć knują częstokroć występki.”
Inwalida powstańcem
W pamiętniku Celiny Dominikowskiej czytamy o wymarszu w Lubelskie sformowanego z galicyjskich ochotników oddziału Leona Czechowskiego: „Dzień wymarszu był odkładany i niespodzianie naznaczony ostatecznie. Termin ten zatajono przed ochotnikiem Leszczyńskim, przez wzgląd, że stracił prawą rękę – uznano iż nie godzi się narażać go bezpożytecznie. Ale młody zapaleniec dowiedziawszy się, że koledzy wyruszyli, wpada do wuja swego, ze łzami błaga, aby mu dał koni do dopędzenia kolegów i grozi, że w przeciwnym razie w łeb sobie palnie (lewą ręką).” Ów zdesperowany ochotnik to Franciszek Leszczyński, syn właścicieli majątku w Solinie, który w wieku osiemnastu lat jako austriacki porucznik stracił rękę w bitwie pod Solferino w 1859 r. Mimo kalectwa walczył jako oficer w oddziałach Czachowskiego, Zapałowicza i Horodyńskiego. Ostatecznie jednak dostał się do rosyjskiej niewoli i został zesłany do guberni irkuckiej. Powróciwszy do Galicji osiadł w Tarnowie, gdzie prowadził sklep korzenny. Franciszek Leszczyński odwiedzał rodzinne strony. Zmarł w Olszanicy podczas jednego ze swoich wyjazdów w Bieszczady. W „Głosie Rzeszowskim” napisano wówczas jedynie, że zmarł b. porucznik 40 p.p., obywatel i kupiec w Tarnowie w 68 roku życia. O udziale w powstaniu nie wspomniano również w tarnowskiej „Pogoni”. Jego grób znajduje się przy kościele w Uhercach Mineralnych.
O Juliuszu Konieckim z Procisnego, którego obowiązki rodzinne odciągnęły od udziału w powstaniu tak napisała w swoim pamiętniku jego siostra Franciszka: Ileż on na tem cierpiał, że nie mógł pójść tam, gdzie go miłość i obowiązki Polaka, ciągnęły, że nie mógł choć cząstką swego poświęcenia przyczynić, do odbudowania naszej Ojczyzny. Sprawa Franciszka Leszczyńskiego czy podniosły ton pamiętnika Franciszki Konieckiej dobrze oddają nastrój panujący w bieszczadzkich dworach w dobie powstania styczniowego.
Naftowcy
Na cmentarzu w Jasieniu pochowany został pochodzący ze Starego Sambora Józef Walter (1834–1908), który w młodości przez 12 lat służył w armii austriackiej. Podobnie jak Franciszek Leszczyński odbył w szeregach armii austriackiej kampanię włoską w 1859 r. i brał udział w bitwie pod Solferino. W 1863 r. stanął na czele niewielkiego oddziału ochotników i wyruszył z nimi do powstania. Wkrótce otrzymał nominację na stopień kapitana. Dowodził pułkiem miechowskim podczas nieudanego ataku na Opatów w lutym 1864 r. Po powrocie do Galicji zatrudnił się w przemyśle naftowym i pod koniec lat 70. XIX w. został kierownikiem kopalni w Berehach Dolnych. Później został współwłaścicielem kopalni w Łodynie. Józef Walter był również autorem szkicu pt. „Zdobycie Opatowa 24 lutego 1864 r.”, który został opublikowany w opublikowanym we Lwowie w 1903 r. zbiorze zatytułowanym „W czterdziestą rocznicę powstania styczniowego 1863–1903”. Tekst ten przypomniano po latach w szóstym tomie rocznika „Bieszczad”.
Innym naftowcem z powstańczą przeszłością był Tomasz Winnicki (1828–1883). Pochodzący z Lubelszczyzny Winnicki zaangażował się w działalność niepodległościową na kilka lat przed wybuchem powstania. W marcu 1863 r. został mianowany pułkownikiem przez Mariana Langiewicza. W późniejszym okresie zajmował się organizacją nowych oddziałów na terenie Galicji. Brał udział m.in. w bitwach pod Małogoszczą, Pieskową Skałą i Grochowiskami. W maju 1863 r. został ciężko ranny pod Kobylanką. Po upadku powstania zamieszkał w zaborze austriackim zajmując się m.in. poszukiwaniami ropy naftowej. Pułkownik Tomasz Winnicki został pochowany przy kościele w Jasieniu. W powstaniu brali udział również jego bracia Juliusz oraz Henryk. Pierwszy z nich poległ w 1863 r. drugi doczekał odzyskania przez Polskę niepodległości i zmarł w 1921 r. w wieku 86 lat. Warto dodać, że Henryk Walter należał do pionierów górnictwa naftowego w Galicji i jeszcze przed powstaniem rozpoczął pracę w kopalni w Bóbrce koło Krosna.
Miłość w Procisnem
Bywało, że nie tylko niemożność powrotu w rodzinne strony zatrzymywała w Galicji byłych powstańców pochodzących z zaboru rosyjskiego. W przypadku Feliksa Podolskiego o pozostaniu w zaborze austriackim zdecydowały również uczucia. Po upadku powstania ukrywał się początkowo w dworze Terleckich w Skorodnem, gdzie poznała go Sabina z Balów Koniecka, właściciela majątku w Procisnem. Zaprosiła go do swojego domu, gdzie młody powstaniec zdobył serce jednej z córek pani Sabiny – Franciszki Konieckiej. Wkrótce jednak Feliks Podolski został aresztowany przez Austriaków i przewieziony do Lwowa. Następnie przez pewien czas był internowany na terenie dzisiejszych Czech. Po powrocie w Bieszczady poślubił Franciszkę. Małżonkowie Podolscy w 1872 r. sprzedali zadłużony majątek w Procisnem i przenieśli się z dziećmi do Spryni koło Sambora. Mieli czworo dzieci, ale nie było im dane zbyt długo cieszyć się rodzinnym szczęściem gdyż pani Franciszka zmarła po kilku latach. Pod Samborem Feliks Podolski prowadził poszukiwania ropy naftowej oraz założył trzy tartaki. Po przedwczesnej śmierci pierwszej żony poślubił Karolinę z Załęskich Szmid i do śmierci mieszkał w jej majątku w Żohatynie koło Birczy.
Tadeusz Porembalski, wnuk powstańca, znany pracownik kopalnictwa naftowego w Karpatach i autor interesujących wspomnień charakteryzował dziadka jako człowieka o niezwykłej inteligencji, szerokich zainteresowaniach i wielu talentach. Feliks Podolski amatorsko malował, a także pisał wiersze okolicznościowe. W okresie internowania zajmował się m.in. zegarmistrzostwem i jubilerstwem, a nawet dyrygował orkiestrą. Był przy tym przystojnym, wysportowanym i silnym mężczyzną. W środowisku ziemiańskim wyróżniały go demokratyczne poglądy.









