Dzisiaj obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Armii Krajowej – święto państwowe w rocznicę powołania przez gen. Władysława Sikorskiego Armii Krajowej w dniu 14 lutego 1942 roku. Pamiętając o czynie zbrojnym Polaków z okresu II wojny światowej, warto przypomnieć o początkach konspiracji w naszym regionie.
Od pierwszych tygodni okupacyjnych w Bieszczadach powstawały zalążki działalności konspiracyjnej. Jednocześnie samorzutnie, a następnie w ramach struktur Polskiego Państwa Podziemnego organizowano stałą łączność kurierską z Węgrami, a tym samym z władzami polskimi na wychodźstwie. Przez Bieszczady wiodła jedna z tras, którymi udawali się na Węgry i dalej ochotnicy do polskiego wojska formowanego we Francji i na Bliskim Wschodzie. Ludzi tych potocznie nazywano „węgiernikami” i „turystami Sikorskiego”. Pierwsze struktury konspiracyjne w Bieszczadach stworzyła już jesienią 1939 r. Organizacja Orła Białego, która z czasem weszła w skład Związku Walki Zbrojnej. Z ramienia OOB tworzeniem punktów przerzutowych dla osób udających się na Węgry zajmował się kpt. Mieczysław Wełutowicz „Topór”. Nadzór nad zorganizowaną przez niego siatką przerzutową objął następnie Aleksander Rybicki, który w sanockim obwodzie ZWZ odpowiadał za organizowanie tras przerzutowych. W działalność konspiracyjną zaangażowani byli m.in. bieszczadzcy ziemianie, leśnicy, duchowni, a także wielu zwykłych mieszkańców, z których część znała dobrze granicę, gdyż przed wojną zajmowała się drobnym przemytem.
Jednym z tych, którzy jako piersi włączyli się w pomoc wrześniowym rozbitkom w przedostaniu się na Węgry był Czesław Wawrosz, były kapitan Wojska Polskiego, właściciel majątku w Myczkowie i twórca letniska w tej miejscowości. Pierwszymi żołnierzami, którym ułatwił przedostanie się na Węgry byli podkomendni płk. Ludwika Schweizera (1894–1960), którzy 30 września stoczyli w Bóbrce potyczkę z oddziałem Armii Czerwonej i przedostali się na zachodni brzeg Sanu. W okolicach Myczkowa żołnierze spotkali się z Czesławem Wawroszem z Myczkowa, który dostarczył im jedzenie, mapę i załatwił przewodnika – miejscowego gajowego.
Do regionu napływało coraz więcej osób pragnących kontynuować walkę z Niemcami i w tym celu przedostać się do polskiej armii we Francji. Wielu z nich zostało aresztowanych przez Niemców i ukraińską policję jeszcze zanim spróbowali przekroczyć granicę. Właściciel letniska w Myczkowie, współdziałając m.in. z rodziną Pawłusiewiczów z Łęgu oraz Józefem Recem z Sanoka, oferował tym „węgiernikom” tymczasowe schronienie oraz zapewniał usługi zaufanych przewodników. Posiadając w swoim dworze maszynę do pisania, Czesław Wawrosz wystawiał również fałszywe przepustki dla ochotników do polskiej armii. Jeden z Polaków, który próbował przedostać się na Węgry i miał przy sobie taki dokument, został zastrzelony przez funkcjonariuszy pomocniczej policji ukraińskiej. Podczas rewizji w Myczkowie, Niemcy odnaleźli maszynę do pisania. W związku z tym Wawrosz musiał się zgłosić do posterunku gestapo w Huzelach. Został zatrzymany i 18 marca 1940 r. przewieziono go do więzienia w Sanoku. W nocy z 5 na 6 lipca 1940 r. w grupie przeszło stu innych więźniów, został rozstrzelany na zboczach góry Gruszka (między Leskiem i Zagórzem). O postawie aresztowanego tak napisał w swoim pamiętniku Józef Pawłusiewicz: „Wawrosz zachował się w śledztwie iście po bohatersku. Mimo piekielnych tortur powiedział tylko, że przepustkę wypisał uciekinierowi pragnącemu przedostać się przez granicę na stronę węgierską – bo do tego przyznać się musiał wobec posiadanych przez gestapo dowodów. „Nikt ze mną w tej sprawie nie współdziałał i nikogo w nią nie wtajemniczałem” – zakończył swoje zeznanie i więcej ani słowa gestapo nie zdołało z niego wydobyć.”
Część polskich oficerów przeciwna była przerzutowi żołnierzy do Francji. Należał do nich m.in. ppłk Kazimierz Heilman-Rawicz, który zaangażował się w tworzenie konspiracji w kraju. W grudniu1939 r. udał się z trzema współpracownikami na Węgry celem odbycia specjalistycznego schronienia. Po powrocie do okupowanego kraju pułkownik Heilman-Rawicz objąć miał dowództwo nad strukturami ZWZ na terenie Podkarpacia. 18 stycznia 1940 r. ukraińska policja pomocnicza w aresztowała w Baligrodzie powracających z Węgier oficerów. Jednym z trzech towarzyszy Heilmana-Rawicza był ppor. Łukasz Ciepliński (1913-1951), późniejszy szef IV Zarządu Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”. Jako jedyny z aresztowanych zdołał zbiec z więzienia w Sanoku. Przedostał się następnie do Krakowa i w maju 1940 r. objął komendę Obwodu ZWZ Rzeszów. 1 marca – rocznica śmierci Łukasza Cieplińskiego i jego współpracowników z IV Zarządu WiN od 2011 r. jest czczona jako Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych
Niezależnie od ochotników pragnących wydostać się z Generalnego Gubernatorstwa i wstąpić w szeregi Armii Polskiej na szlakach wiodących na Węgry już w pierwszych miesiącach okupacji pojawili się kurierzy Polskiego Państwa Podziemnego. W ramach powołanej we wrześniu 1939 r. konspiracyjnej Służby Zwycięstwu Polski (poprzedniczce ZWZ-AK) utworzono Komórkę Łączności z Zagranicą, podległą V Oddziałowi (Dowodzenia i Łączności) Komendy Głównej SZP/ZWZ/AK. Kontakt z władzami polskimi na uchodźstwie zorganizowano przez Węgry i Rumunię, które w 1939 r. zachowały neutralność. W pierwszym okresie działalności każdy z kurierów musiał dotrzeć z okupowanej Polski do Budapesztu. Następnie zorganizowano sieć tras kurierskich, na których łączność odbywała się na zasadzie sztafety. Na każdej z tras utworzono punkty przerzutowe, a odcinki między nimi pokonywali różni kurierzy. Latem 1940 r. południową część ziem polskich podzielono na cztery pododcinki. Pierwszy z nich obejmował rejon Sanoka, drugi rejon Jasła, trzeci rejon Nowego Sącza, a czwarty Nowego Targu. Zgodnie z regułami konspiracji poszczególne pododcinki otrzymały kryptonimy – żeńskie imiona. Dwa pierwsze spośród wymienionych obejmowały obszar Bieszczadów i Beskidu Niskiego. Rejon Sanoka otrzymał kryptonim „Bronisława”, a rejon Jasła określano kryptonimem „Kazimiera”. W pododcinkach wytyczono najbezpieczniejsze trasy kurierskie. Jednym z najbardziej doświadczonych kurierów pododcinka „Kazimiera” był pochodzący z Zarszyna Jan Łożański (1912–1990), którego wspomnienia zatytułowane „Orzeł z Budapesztu” warto polecić każdej osobie bliżej zainteresowanej tematem łączności kurierskiej podczas II wojny światowej w Beskidzie Niskim i Bieszczadach.
Jak już wspomniałem za organizację łączności kurierskiej w sanockim obwodzie ZWZ-AK był Aleksander Rybicki (1904–1983) twórca Muzeum Ziemi Sanockiej działającego przed II wojną światową oraz pierwszy dyrektor Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku. W okresie od 22 lipca 1940 r. do marca 1942 r. był komendantem pododcinka „Bronisława”. Początkowo koordynował działania na terenie powiatu sanockiego, brzozowskiego i części przemyskiego. Później, w związku z aresztowaniem komendanta odcinka w Jaśle (kryptonim „Kazimiera”), w gestii Rybickiego znalazły się również powiaty krośnieński i jasielski. Rybicki zorganizował trasę kurierską o kryptonimie „Las”. Pierwszy z jej wariantów wiódł z Sanoka przez Kalnicę koło Zagórza do Żubraczego, gdzie w miejscowym dworze znajdował się punkt przerzutowy o kryptonimie „Doliwa”. Drugi wariant prowadził przez Łupków i Maniów również do Żubraczego. Tamtejszy punkt przerzutowy prowadziła Jadwiga Kociatkiewicz, córka Władysława Gedroycia, ostatniego właściciela tamtejszego majątku. W Maniowie i Kalnicy zorganizowane były natomiast punkty kontaktowe u tamtejszych gajowych. Przejścia na trasie „Las” organizowano regularnie dwa razy w miesiącu. Kurierzy przenosili systemem sztafetowym pocztę, pieniądze, a także broń.
Na trasie kurierskiej „Las” pojawił się jeden z pierwszych emisariuszy rządu londyńskiego – ppłk Kazimierz Iranek Osmecki (1897-1984), który w grudniu 1940 r. przekroczył granicę Wegier z Generalnym Gubernatorstwem i przez Hyrlatą dotarł do Żubraczego. Następnie brnąc przez duży śnieg w lasach Wysokiego Działu dotarł do miejscowości Kamionki, skąd został zabrany saniami do Sanoka.
W Maniowie i na terenie nieistniejącej wsi Jasiel ustawiono skromne obeliski upamiętniające kurierów beskidzkich ZWZ-AK. W pobliżu miejsca gdzie stał w przeszłości dwór w Żubraczem postawiono w 2016 r. głaz pamiątkowy poświęcony Jadwidze z Giedroyciów Kociatkiewiczowej. Natomiast na ścianie Muzeum Bojków w Myczkowie uczczono tablicą pamiątkową Czesława Wawrosza i jego troje współpracowników.
[Tekst oparty został na podstawie rozdziału z książki Łukasza Bajdy „Bieszczady. Opowieści przewodnika”, która ukazała się w Wydawnictwie LIBRA.pl]







